Kiedy deprecjacja nas jako kobiet…nie jest cool – czyli o tym, że już mnie nie śmieszą seksistowskie komentarze

Kiedyś myślałam, że aby pozostać cool laską to trzeba się śmiać najgłośniej z dowcipów o głupich babach i przy każdej nadarzającej się okazji, pojechać sobie po rajtach z tekstami – a bo blondyna jestem.

Dziś wystarczająca stara jestem, aby dostrzec nonsens i głupotę w dyskryminacji i umniejszania czyiś zasług tylko dlatego, że waginę się nosi pomiędzy nogami. Generalnie daleka jestem od feministycznych tesktów, że wszyscy po równo, bo nie zamierzam w kopalni pracować i zgadzam się, że pewne różnice pomiędzy nami są.

Ale rzecz tutaj rozbija się o wpychanie nas w pewne stereotypy, które są po prostu niesprawiedliwe. I tak na przykład, uznanie, że prać i sprzątać powinnam ja, bo kobietą jestem …jest co najmniej absurdalne. Ale jak ktoś umniejsza mojej pracy, to już mi gula skacze porządnie. Ja rozumiem, że praca cały dzień przed komputerem, wygląda na relaksującą…zwłaszcza jak się pracuje zdalnie i nie rzadko również w piżamie. Nie mniej jednak czasy się zmieniły i tak oto pracą nazywa się również selfie w nowych ciuchach i blogowanie…i nic w tym złego, bo jak jest popyt to i jest podaż. Teraz już nie tylko praca w fabryce definiuje “ciężkość pracy” bo przysięgam, że czasem tak się umorduję przez te maile i dziwne zapytania, że już wolałabym przenosić siaty z gruzem..przynajmniej w tym dniu.

Wkurwia mnie, mówiąc bardzo dosadnie, kiedy bliscy mi pojadą, niby to w żartach niby pół serio, że mogłabym posprzątać mieszkanie skoro nic nie robię cały dzień…Albo że posiadanie sprzątaczki, która by zajrzała raz na tydzień i ogarnęła prasowalnie i porządne odkurzanie…to wydatek zbędny, bo przecież zaoszczędzoną godzinę mego życia, bo przecież nie mojego mężczyzny to marnotrastwo, skoro i tak beztrosko ją wydaję na siedzenie i oglądanie programów przed kompem. I teraz…taka sytuacja nie ma miejsca nigdy biorąc za przykład mojego lubego…Jemu nikt nie zarzuca, że pracę ma nie na serio i że po robocie powinien zapierdalać z porządkami i gotowaniem. Z niego nikt nie żartuję, zarzucając że praca jego polega na oglądaniu filmów cały dzień…No nikt nie pojedzie po nim, bo przecież po pierwsze jest facetem i jego praca jest podstawą rodzinnego budżetu (chroń mnie boże…) jak i jest tak na serio, bo przecież musi się wbić w koszulę i rozmawiać z klientami w cztery oczy a nie jak ja …online.

Choć co do koszul, to i mi się zdarza ponosić, może niekoniecznie pasującej ze spodniami dresowymi, ale tego nikt na skypie nie widzi.

Sorry…ale to że jestem babą, nie plasuje mnie na pozycję głównej zarządzającej domowymi powierzchniami do sprzątania. Praca z domu…co dosłownie oznacza używanie domowego IP, nie jest mniej znacząca niż jaka inna praca wykonywana w modelu bardziej tradycyjnym. Przeliczając sobie moje stawki godzino-pracy mogę śmiało powiedzieć dość dużej części męskiego grona – Możecie się walić.

Reklamy