„Będąc w jej głowie” – wstęp

Znów siedzi na krawędzi swojego balkonu z bezwładnie wiszącymi nogami, gdzieś przeciśniętymi przez szczebelki balkonowej barierki. W ręku trzyma kieliszek wina, czerwonego, wytrawnego i z jej ulubionego regionu w Hiszpanii – Ribera del Duero. Region położony nad rzeką Duero, gdzie winorośla osiągają idealną harmonię kwasowości i dojrzałości. Jej ulubione to Pago de Carraovejas Crianza z roku 2011, uwielbia jego intensywność zwłaszcza, kiedy znów czuje, jakby siedziała przypietą do kołowrotka dla chomików. Delektując się głębokim smakiem, nie umie powtrzymać swojej nostalgicznej osobowości, nie umie przestać analizować własnego życia. Z wiekiem przemyślenia na temat kim jest i kim się stała, nabierają na sile. Kiedyś zdarzało się jej to raz na pół roku, zrobić taki szybki check up i dalej biec w to, co zabrnęła. Teraz posiadając lat 35 rozmyśla co drugi dzień, przy gorszych dniach zdarza się, że myśli nie opuszczają nawet na moment. Kładzie na szali dokonania i cele, najczęściej te niezrealizowane. Często myśli o miejscach w których jej nie ma, a w których powinna być. Ciągle się zastanawiając czy jest w odpowiednim miejscu i czasie. Choć te pytania zawsze zawieszała gdzieś w próżni bez odpowiedzi, teraz postanawia inaczej.

 

Sonia lata temu opuściła mniej lub bardziej rodzime strony i postanowiła poszukać siebie samej, na emigracji. Każdy z jej znajomych wyjechał, żadnej nowości i ekscytacji w tym nie było, ot taka kolej rzeczy pokolenia lat 80tych. Zaczynała od podłej pracy kelnerki, tylko po to aby skończyć upragnione studia, które w sumie każdy kończył swego czasu. Pomimo nadawania dyplomowi wielkiego znaczenia, była jedną z miliona równych jej samej. Taka nijakość, choć dzięki tupetowi i znajomości języka, szybko zaasymilowała się z rynkiem pracy na emigracji i rozpoczeła karierę w zawodzie, co dla ludzi z tego samego rocznika, tak oczywiste nie było. Będąc studentem jak każdy inny myślała, że korporacja to szczyt marzeń, że praca dla wielkiego brandu to istne wrota do raju i setek tysięcy na koncie. Cóż wyobrażenia niekiedy odbiegają od rzeczywistości, jak i to miało miejsce w tej kwestii. Tak zwana kariera polegała na obijaniu się od biurka do biurka wielu korporacji w działach księgowości i robieniu mało interesujących czynności. Mózg częściej używała do mycia zębów, niż do kontrybucji w otrzymywanej pensji, nie mniej jednak tkwiła w tym w co postanowiła. Za granicą jej zadziorność z jednej strony pomogła zdobyć ciekawe stanowiska, z drugiej naraża ją na wieczne konflikty z przełożonymi. Była bezczelna i nie umiała przyporządkować się regułom bez racjonalości jak i mniej inteligentnym szefom. Wymówienia dostawała tyle razy, że ten fakt przestały ją już nawet stresować, zwłaszcza że nowa praca była kwestią dni. Coś jednak się zmieniło i od 6 lat zapuściła korzenie w jednym miejscu, praca zaczeła dawać jej satysfakcję i rozpoznawalność. Kierownictwo przymyka oko na jej nietaktowne poczucie humoru w zamian za wyniki, które przynosi. Znaleźli wspólny środek, na którym każda ze stron koszyta. Nawet jej zespół nauczył się z nią koegzystować, osiągając pewne grono tak zwanych przyjaciół korporacyjnych, czyli takich z którymi tematy są restrykcyjnie ograniczone, nawet po całej butelce Pago de Carraovejas . Praca pozwala żyć jej się wygodnie, choć i tak ból od pierwszego do pierwszego każdego miesiąca doświadcza.

 

Raz wyszła prawie za mąż po krótkim romansie, z którego się równie szybko wyplątała co zaplątała. Doświadczała jedno-nocnych przygód jak i tych wieloletnich, choć i tak każdy z nich kończył się rozpoczęciem rozdziału od nowa, historie się tylko powielały. Co prawda marzy jej się rodzina i posiadanie potomstwa, to jednak nie umię wytrzymać w jednej relacji, gdzie codzienność zabija jej zmysłowość, gdzie rzeczywistość niszczy wizję posiadania świata u stóp. Taka niecierpliwość i wybujałe oczekiwania powodowały, że frustracja zawsze brała za wygraną, zostawiając partnerów całkowicie na lodzie. Zdarzyło się co prawda raz, że to ona została zostawiona na bruku i pomimo że, cierpiała taki stan dawał jej tą upragnioną dawkę wrażeń. Miesiącami wracała myślami do tego kochanka, który był bardziej niedojrzały niż ona swojego czasu. Ich romans był w równym stopniu gorący jak i burzliwy. Kłócili się, płakali a potem namiętnie oddawali sobie nawzajem. Było w tym coś elektryzującego, coś magicznego, coś co latami próbowała znależć u innych męźczyzn, bez powodzenia. Pomiędzy wiecznymi pretensjami, delektowali się każdym centymetrem swoich ciał, każdy dotyk niósł nie tyle co cielestny impuls co totalne pochłonięcie wszystkich zmysłów i rozumu. Komunikowali się patrząc na swoje twarze, patrząc na każdy mięsień, utracając się w tej rozkoszy. Tak jak za dnia nie umieli znależć wspólnej płaszczyzny, tak każdej nocy zgodnie ubóstwiali siebie nawzajem, niejednokrotnie płacząc będąc w uścisku ud swojego partnera, niejednokrotnie wyznając sobie miłość.

 

Sonia sama wybiera sobie ścieżki, sama kreuje swoją rzeczywistość i tak siedząc na balkonie postanawia jeszcze raz ją stworzyć. Postanawia stanąć na krawędzi…

 

Rozdział I
Kiedy miała lat 6 zaczęła rozumieć, czym jest bieda. Choć nie zauważała tego z punktu widzenia rówieśniókow, bo przecież mieszkania 37 metrow, które dzielila wraz z 3 osobową rodziną wraz z psami nie odbiegało od przyjętej normy. Standardy były bardzo typowe w porównaniu ze wszystkimi dookoła, ze wszystkimi z tego samego podwórka. Miejsca gdzie….  

Reklamy