Jestem okropna w mówieniu dowidzenia…Nienawidzę rozstań, nienawidzę swojej bezsilności….

Niestety po dwóch wspaniałych latach z moim ukochanym psem, przyszła pora ukrócić jej cierpienia…Choć wiem, że jest to konieczne bo młoda ledwo chodzi, prawie nie je i wyniszczenia powoli dopadają jej umysł…Nie wiem czemu w tym wszystkim czuję się jak morderca…

Może przez to, że przez ostatnie 18 lat nie jem mięsa bo serce mi pęka jak widzę, jak ludzie potrafią być okrutni…Może przez to, że to ja musiałam zadzwonić do weterynarza i umówić się oficjalnie na podanie jej zastrzyku…czuję się okropnie, że jutro muszę tam pojechać i ostatni raz się w nią wtulić.

Może dziś nie wygląda jak za czasów świetności, bo kiedy została przygarnięta ze schroniska tylko piękniała! Pani Fat Face na koncie ma nawet występ w reklamie…no może paru sekundowy bo nie spodobała jej się aranżacja i postanowiła zagrać minimalnie. Za to jej rozpłaszczona buzia do tej pory trzepie kasę dla firmy w której pracowałam. Jest główną twarzą witającą właścicieli zapisujących się na newsletter.

Żurek jest też znana z bycia największym chrapaczem możliwych i miała dar wybudzania nawet sąsiadów….

Jest też znana z bycia kotem, bo jej zachowanie jednoznacznie wskazuje spokrewnienie z jakimś leniwym kotem niż z psem. Chodziła swoimi ścieżkami, przytulać się przychodziła jak miała ona na to ochotę a nie na żadne tam wołania….

Jest znana również z …puszczania bąków…do takiego stopnia, że wymówili nam miejsce biurowe, bo “zatruwała spokój innych podnajmującym”…

Z jednej strony można by się wydawać, że nie jest bystrym psem bo nie ogarniała niczego ale z drugiej perspektywy jak na kobietę przystało…prawdziwa z niej manipulatorka. Tak potrafiła zakrecić wokół łapy naszego wilczurka, że ten zawsze otwierał drzwi do sypialni, żeby Żurek miała łatwy dostęp do mnie i do próby wybudzenia.

Choć kobita łatwego życia nie miała, bo jakiś chuj wyrzucił ją na ulicę na której prawie umarła…zwłaszcza, że przez zaniedbanie prawie nie widziała….Właśnie przed oczami mam jej buźkę wyglądającą z boksu w schronisku. Wyglądała na spokojną i niestresowaną jak cała reszta, ale za to ciekawską…co wyszło po czasie, że generalnie nie widziała to też za bardzo nie wiedziała dlaczego inne psy zaczynają wyć. Operacja oczu odbyła się w pierwszych tygodnia naszej przygody. Wyglądała zaciekawiona a na Rikkiego zareagowała jak na starszego brata od pierwszej minuty…choć to on jest od niej sporo młodszy.

Wilczur jedyny ze wszystkich napotkanych psów pozwalał jej być męczonym, bo Żur potrafiła wytarmosić mu ogon i skakać na głowę, ale tylko wtedy kiedy nie reagował. Śmieszny duet z nich, duży i bystry, grubiutka i słodka!

Ciekawe, że tak potrafimy się zżyć z psem, że traktujemy zwierzaki lepiej niż siebie samego wielokrotnie.

Może dlatego, że one mają w dupie czy jesteś sprzątaczką w Tesco czy dyrektorem wielkiej korporacji, one Cię kochają takim jakim jesteś..nawet z Twoimi humorami i wahaniami nastrojów przedokresowymi…kochają Ciebie z makijażem i bez, w dresie czy w pięknej sukience…w sumie w pięknej sukience kochają Cie jeszcze bardziej, bo reagujesz śmiesznie jak właśnie postanawiają w nią wytrzeć swój brudny nos.

Kurde…po tylu latach to może powinnam być jakąś twardsza do cholery jasnej…. ale nie umiem, bo kocham całym sercem i jak pora nadchodzi, aby się rozstać, kawałek serca odjecie razem z Tobą Żureczku…

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kiedy czas powiedzieć …dowidzenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s