13330993_1078404935541295_6965715795355503188_n

Kiedy czas powiedzieć …dowidzenia

Jestem okropna w mówieniu dowidzenia…Nienawidzę rozstań, nienawidzę swojej bezsilności….

Niestety po dwóch wspaniałych latach z moim ukochanym psem, przyszła pora ukrócić jej cierpienia…Choć wiem, że jest to konieczne bo młoda ledwo chodzi, prawie nie je i wyniszczenia powoli dopadają jej umysł…Nie wiem czemu w tym wszystkim czuję się jak morderca…

Może przez to, że przez ostatnie 18 lat nie jem mięsa bo serce mi pęka jak widzę, jak ludzie potrafią być okrutni…Może przez to, że to ja musiałam zadzwonić do weterynarza i umówić się oficjalnie na podanie jej zastrzyku…czuję się okropnie, że jutro muszę tam pojechać i ostatni raz się w nią wtulić.

Może dziś nie wygląda jak za czasów świetności, bo kiedy została przygarnięta ze schroniska tylko piękniała! Pani Fat Face na koncie ma nawet występ w reklamie…no może paru sekundowy bo nie spodobała jej się aranżacja i postanowiła zagrać minimalnie. Za to jej rozpłaszczona buzia do tej pory trzepie kasę dla firmy w której pracowałam. Jest główną twarzą witającą właścicieli zapisujących się na newsletter.

Żurek jest też znana z bycia największym chrapaczem możliwych i miała dar wybudzania nawet sąsiadów….

Jest też znana z bycia kotem, bo jej zachowanie jednoznacznie wskazuje spokrewnienie z jakimś leniwym kotem niż z psem. Chodziła swoimi ścieżkami, przytulać się przychodziła jak miała ona na to ochotę a nie na żadne tam wołania….

Jest znana również z …puszczania bąków…do takiego stopnia, że wymówili nam miejsce biurowe, bo “zatruwała spokój innych podnajmującym”…

Z jednej strony można by się wydawać, że nie jest bystrym psem bo nie ogarniała niczego ale z drugiej perspektywy jak na kobietę przystało…prawdziwa z niej manipulatorka. Tak potrafiła zakrecić wokół łapy naszego wilczurka, że ten zawsze otwierał drzwi do sypialni, żeby Żurek miała łatwy dostęp do mnie i do próby wybudzenia.

Choć kobita łatwego życia nie miała, bo jakiś chuj wyrzucił ją na ulicę na której prawie umarła…zwłaszcza, że przez zaniedbanie prawie nie widziała….Właśnie przed oczami mam jej buźkę wyglądającą z boksu w schronisku. Wyglądała na spokojną i niestresowaną jak cała reszta, ale za to ciekawską…co wyszło po czasie, że generalnie nie widziała to też za bardzo nie wiedziała dlaczego inne psy zaczynają wyć. Operacja oczu odbyła się w pierwszych tygodnia naszej przygody. Wyglądała zaciekawiona a na Rikkiego zareagowała jak na starszego brata od pierwszej minuty…choć to on jest od niej sporo młodszy.

Wilczur jedyny ze wszystkich napotkanych psów pozwalał jej być męczonym, bo Żur potrafiła wytarmosić mu ogon i skakać na głowę, ale tylko wtedy kiedy nie reagował. Śmieszny duet z nich, duży i bystry, grubiutka i słodka!

Ciekawe, że tak potrafimy się zżyć z psem, że traktujemy zwierzaki lepiej niż siebie samego wielokrotnie.

Może dlatego, że one mają w dupie czy jesteś sprzątaczką w Tesco czy dyrektorem wielkiej korporacji, one Cię kochają takim jakim jesteś..nawet z Twoimi humorami i wahaniami nastrojów przedokresowymi…kochają Ciebie z makijażem i bez, w dresie czy w pięknej sukience…w sumie w pięknej sukience kochają Cie jeszcze bardziej, bo reagujesz śmiesznie jak właśnie postanawiają w nią wytrzeć swój brudny nos.

Kurde…po tylu latach to może powinnam być jakąś twardsza do cholery jasnej…. ale nie umiem, bo kocham całym sercem i jak pora nadchodzi, aby się rozstać, kawałek serca odjecie razem z Tobą Żureczku…

20160802_202859

Kiedy akceptacja jest sexy – czyli makijaż a związek

Jestem wielkim miłośnikiem tych wszystkich duperelków nakładanych na twarz. Rozkochana jestem w cieniach, drogich maskarach i dobrym różu do policzków…ale cały makijaż ma drugie dno jeśli chodzi o kobiecą pewność siebie.

Trochę tych wpisów jest, więc mogę śmiało powiedzieć że związki przetestowałam pod każdym względem i wiem co mówię….Presja bycia piękną jest wielka i mężczyźni spotykani też tą presję wywierali. Czasem może niebezpośrednią ale zawsze poszukiwali superwoman…takiej co wspiera wszystkie pomysły samorealizacji, przyniesie kasę, posprząta i spocona z zakupami przylezie z pełnym uśmiechem, zwłaszcza że jeszcze kolacja do zaserwowania została. Ten model zawsze mnie dusił i choć nie wyrwałam się z niego kompletnie to jednak odkryłam jedną rzecz o której świadomości nie miałam….

Baba zaakceptowana w związku, baba która jest atrakcyjna dla swojego faceta nawet w obdartym podkoszulku – nie chowa się za makijażem! Ja od zawsze tuż po prysznicu, pełen makijaż zarzucałam nawet jakbym miała jechać na cały dzień do aquaparku….Bo wizja pokazania się bez makijażu porównywalna byłaby do  zbrodni na erekcję…

A tu drogie Panie, istnieją Panowie, którzy nawet nie muszą za dużo mówić bo mój to mówi niewiele, komplementów też za bardzo nie zna ale za to daje takie poczucie uwielbienia, bezpieczeństwa i akceptacji, że mój makijaż teraz sprowadza się tylko do jakiś fajnych wyjść i do pracy aby trochę podominować współpracowników.

Raz byłam w związku i to dobre parę lat, gdzie wybranek..hmm myślę że może z raz się zapomniał i łaskę seksu podarował tak sauté, bez makijażu. Reszta musiała być zaaranżowana w bardzo heavy make-upie…to jak nie mieć pojechanej bani? Mam wrażenie, że od kobiet w Polsce oczekuje się wszystko-in-one….że musimy być jak z jakiegoś katalogu z pełną funkcjonalnością i służbą w pełnym wymiarze.

A może tak w końcu nauczymy się, że baby które nie są standardowymi czyścicielkami garów aby otworzyć swe skrzydła potrzebują faceta, który oprócz do posklejanych rzęs potrafi czuć pociąg do osoby?

confused

Życie w związkach – czyli wygoda czy przymus?

Tak mnie dzisiaj wzięło na przemyślenia z serii, czy związki to społeczny wymysł czy rzeczywiście nasza wewnętrzna potrzeba? Bo sama często zadaję sobie pytanie czy za bardzo egoistyczna nie jestem wobec swoich zasad i potrzeb, żeby z kimś w pełni funkcjonować jako związek.

Z pewnością wiem, co to miłość i motyle tam czy siam, ale wciąż zastanawiam się na ile trzeba się przymuszać a na ile to całe parowanie się jest naturalne….Czym starsza tym trudniej zmienić własne przekonania i zasady, a przy okazji bardzo łatwo przygarnąć rozczarowania partnerem. Nie chodzi tutaj, że chłop zły, ale że świat zbudowany po dorosłemu mniej elastyczny jest.

Choć pomimo posiadania kompasji to każdej żywej istoty, no może z wyłączeniem komarów to zauważam jak lubię żyć po swojemu. Z jednej strony jest to wpływ technologii w naszym życiu, która nie trwa i szybko zużywalna jest w imię nowszej i lepszej wersji. Nikt teraz telefonu nie naprawia, jak działał przez 2 lata ….bo się nie opłaca. Za czasów moich rodziców, brak możliwości wykluczał wyrzucenie czegoś co przynajmniej 20 lat nie służyło…. I tak przenosząc na związki, myślę że podobna zasada występuję. Wszystko jest szybko-zbywalnym dobrem. Zatem coraz trudniej nam się dopasowuje, skoro można szybko wymienić i żyć wiecznie w chwilach uniesień i w różowych okularów, które towarzyszą każdym początkom.

Z drugiej strony chyba zwalę na brak wiedzy, jak wygląda dom z mężczyzną, gdzie są limity własnych potrzeb a gdzie wspólne dobro. Gdzie dwa światy wyznaczają wspólną linie konfrontacji, nie wciskając nosa co po drugiej stronie frontu jest. Próbowałam matematycznie se wytłumaczyć, emocjonalnie, empirycznie i nawet przez ankiety wśród znajomych…i kurde nie wiem co to znaczy żyć z facetem długoterminowo.

Z jednej strony jest to stan wyczekiwany, z drugiej totalnie niezrozumiały i wciąż nie wiem po której stronie jestem. Jak są transseksualiści to może ja takim transseksualistą związkowym jestem? Że ani to ani tamto, coś pośrodku, kimś zagubionym pomiędzy swoją naturą,a narzuconymi normami społecznymi…a może czystą potrzebą emocjonalną.

No clue.

20160228_103207

Indonezja – dzień 4 & 5

Dzień 4. Pomiędzy Bandung a Yogyakarta

Dziś do pokonania 8 godzin w pociągu, klasą de luxe. Na tym etapie nie wnikajmy w definicje indonezyjskiego luksusu. Dziura w podłodze zamiast toalety jest jedną z wygód, która na mnie czeka..

Mijając niezliczone pola ryżowe, moje spostrzeżenie jest, że czym dalej od aglomeracji, tym domy przy torach wydają się “bogatsze”. Na horyzoncie pojawiają się jednorodzinne domki i to nawet z ogródkami. Wygląda, że indonezyjska wieś oprócz tego, ża cała pracuje na polach ryżowych to ma więcej pieniędzy niż to co widziałam na obrzeżach miast.

8 godzin wygląda dokładnie tak samo, pola ryżowe, kelnerki próbujące sprzedać zupę z makaronem i moje niekontrolowane drzemki. Dziś znów śniłam intensywnie podczas jednej takiej kilkuminutowej i znów miałam ten sam sen o rozstaniu. Ta dyskusja, płacz i ból stała się znów bardzo bliska. Jak to ze snami, bohaterowie tych mglistych opowieści się mieszają. Jak wydawało mi się na początku, że to mój Toni jest wplątany w tą historię, to tak uświadomiłam sobie że to tak naprawdę mój były. Mam wrażenie, że oczyszczam się z tego rozstania..Wybaczam sobie pomyłkę.

Dzień 5. Yogyakarta

Dzisiejszy dzień opisałabym jednym ciągiem – Zgubiłam się – wsiadłam na motor bez kasku z nowo-poznanym artystą w celu nauczenia się techniki Baltik – Zgubiłam się – Szłam ponad 6 km w 40 stopniowym upale – Zgubiłam się – Wpadłam wygłodzona do napotkanego baru i w 30 wciągnęłam wszystko, modląc się że nie jem żadnego psa….- Zgubiłam się – Padłam

Generalnie mówiąc…działo się. Przy okazji jazdy na skuterze, zostaliśmy złapanie przez policję. Ja już poczucie winny w sobie budzę, bo żem myślała że to przeze mnie i mój brak kasku. A tu niespodzianka, okazuję się że ta mafia w mundurach, która nawet nie raczy mandatu wypisać, doczepiła się do jazdę pod prąd. Ku mojemu zdziwieniu, jednak jakieś zasady ruchu drogowego tutaj występują!  Zatem jeśli jedziesz pod prąd w jednokierunkowej maleńkiej uliczce, legalne to nie jest i może na Ciebie czekać 30 sekundowa rozmowa z Policjantami, którzy ściagają haracz wolny od podatków i jakiejkolwiek kontroli. Prosto do kieszeni, tak tak alfonsi poprzebierani…

Dziś muszę się przyznać, że się utwierdziłam co do słuszności mojego instynktu co do ludzi. Dobrym obserwatorem jestem i śmiało mogę polegać na tym co mój mózg przetwarza. Zatem wniosek jeden, nigdy nie wątp we własny osąd Kamilalila, bo jest on pretty good!

Delux werjsa…

 

Najlepsza wegetariańska knajpa w Yogyakarta

 

Technika Baltik…cóż nie odkryłam ukrytego talentu…

 

Atrakcje w Yogyakarta

 

Bo mówili, że seks sprzedaję wszystko…nawet kaczki z różna…

20160227_164643

candy-kid-409x500

Przesłodzone majaczenie na temat związku – czyli in love.

Ktoś mi ostatnio wspominał, że mój blog ciężko się czyta i wygląda jakbym psychopatką była…Cóż rozumiem tego Pana, bo babskie sercowe problemy czyta się generalnie słabo więc nie ma co się dziwić. Z drugiej strony, mi się łatwiej narzeka i przerysowuje damsko-męskie różnicę…bo co jest śmiesznego w normalnym związku? No nic właśnie, ale….

Ale dziś opiszę zjawisko do tej pory niespotykane w moim życiu, a mianowicie związek bez szarpania…Taki do którego dwójka dorosłych ludzi weszła, żadne ze stron zmieniać nikogo nie chce i tak po prostu lubi ze sobą przebywać.

Co prawda ostatnio miałam dramę z powodu braku jakiejkolwiek sprzeczek w przeciągu ostatnich 5 miesięcy.…groziłam nawet fochem jeśli natychmiast się o coś nie pokłócimy, bo to niezdrowe i nienormalne! Bo przecież o coś trzeba przytupa zrobić do cholery jasnej! Dziwnie jest tak patrzeć na płeć przeciwną i posiadać brak myśli z kategorii „no ale ma inne zalety”.

Tak po prostu się cieszyć i kopać nawzajem swoje motywacji tyłki do góry i to bez zbędnych wrzasków, oczekiwać czy wymuszeń. Można się wzruszyć razem, porzucać śmiesznymi obelgami (bo ja myślę, że bitch to komplement tak samo jak soczyste słowo „dick”). Do tego jak się szanuję nawzajem, dając sobie miejsce na własne zdanie, da się też mieć nielimitowane pokłady pociągu do siebie nawzajem. Ja to od zawsze wiedziałam, choć próbowałam trochę negocjować to z samą sobą, że jak ktoś mnie intelektem wciągnie to bezgranicznie będę się ślinić na wybranka, nawet jeśli miałby mieć większy cellulit niż ja i może nawet i cycki z tłuszczykiem tam czy siam…A kto to widzi, jeśli umysł z odpowiednim ilorazem jest wraz z etyką i współczuciem do ludzi i zwierząt nie wymuszonym, to hello? Jak tutaj nie zaciągać do łóżka na wciąż?

Tak jest, Kamilalila zakochana po uszy, aż mnie samą mdli od tego cukru jaki wypada mi z ust. Ale co tam! To jakże zapomniane uczucie jest tak piękne w swej prostocie. 

Enjoy

shutterstock_290441822

Torba na spermę – czyli żyj Kobieto w Polsce…

Codziennie aż mnie nosi, jak widzę  te nowe wypowiedzi fanatycznych dzieciojebów, którzy kobietę pojmują w kategorii bezmózgowego worka na spermę. A i jeszcze pamiętajmy, że do Japonii też nie powinna jechać, bo nie zdąży tego nasienia w pełni wynosić.

Szacunek do religii mam i to ogromny, bo jak ja z punktu widzenia ateistki udowodnić nikomu braku istnienia boga nie mogę, tak nikt mi dowodów na istnienie też nie poda. Życie oparte jest na szacunku, i dopóty jesteś dobrym człowiekiem dopóki pełen szacun dla Ciebie ode mnie leci.

Ale co do kościoła to inna historia….Zacznę od wychwalania skromnych budynków, jakie widzę tutaj w Hiszpanii. Nikt nie buduje gmachów ze złota i Jezusów na 10 metrów wysokości, bo miłość do Boga nie potrzebuję niczego innego niż dobrej woli. Przechodząc dalej w swojej wypowiedzi na temat mojej wielkiej miłości do instytucji religijnej wywalę na ławę rodzinne historie. Jak to na przykład ciotki żyjącej z księdzem przed lata. Uff ile tam orgii było i alkoholu, i skrobanek serwowanych przez pijanych weterynarzy do momentu totalnej bezpłodności – to już nie wspomnę. Dorzucę jeszcze pedofilów w sułtanach zostawiających malinki na szyi mojej ówczesnej 10 letniej siostry. Ale szczerzę i naprawdę, Ja nie mam nic do księży, bo znam kilku z powołania, prawdziwe brylanty wyróżniające się na tle tego bagienka…Ale problem pozostaje jeden..

Jak to możliwe, że zdrowy facet, który seks uważa za czynność oddalającą od Boga ma tyle do gadania w sprawie zarządzania moją pochwą? Bo z perspektywy baby, to faceta nawet trudno namówić na wizytę u urologa na generalne badania i tyle pozostaję nam z wciskania nosa w napletki męskie. A panowie, proszę bardzo ot to specjaliści od matczynej miłości poczęcia kazirodczego, jak i tej niesamowitej frajdy rodzenia zwłok, które szans na przeżycie nie miało. Nosz do cholery jasnej, ile można znosić ten smród władzy w naszych majtkach?

Z jednej strony normy społeczne, które narzucają na nas nalepkę „Zdziry” jak nie daj boże lubisz swoją seksualność i orgazmy możesz mieć z wieloma partnerami i nie mówię tutaj o wielokątach ale takiego ludzkiego dobrego seksu na pierwszej randce. Powiem szczerzę, Polki to jedyne babki jakie znam, tutaj za granicą które o seksie wstydzą się gadać. To jedyne, które potrzeby odkrywają grubo po 30-stce, bo wcześniej wierzyły na słowo, że seks to zło a gary to przyszłość w budowaniu szczęśliwego związku!

Widzę siebie jako fuksiarę, bo u mnie baby w domu od małego budowały we mnie dumę z posiadania jajników. Pierwszy okres był oficjalnym przyjęciem w grono kobiet a temat seksu był otwarty. Ba! Nawet jest to zawsze pierwsze pytanie, jak tylko zacznę wspominać, że spotykam się z kimś na poważniej! Od małego mnie uczono, że zarządzam swoją macicą sama i nawet jak bym miała pójść do wiezienia – nie dać się obedrzeć z godności!

Polandia…takie piękne świerki masz, i tyle historii na plecach. Te piękne krajobrazy i tą moc w cwaniakowaniu. Te pyszne pierogi i prawdziwy chleb, te urodzajne kobiety i wrodzone uwielbienie do tradycji…A jednak próbujesz wyruchać moją własną, osobistą godność…Dlaczego?

20160226_103001

Indonezja – dzień 3

Dziś przemyślenia w nawiązaniu to wpisu od mojego mężczyzny „Wciąż się martwisz?” (o co chodzi z pytaniami)

Bandung

Strach odpuścił w momencie, kiedy moja pupa usiadła na niewielkim siedzeniu skutera, oczywiście z miejsca pasażera moja relacja się zaczyna. I choć nie wypadało mi się wtulić w mojego kierowce, bo ani nawet na „ty” jeszcze nie byliśmy a po drugie jakoś tak głupio, odrazu panikować…zwłaszcza, że jakieś 50 km w jedną mańkę mamy do pokonania. Z samego założenia cała podróż jest warta świeczki, bo czekał na mnie jeden z piękniejszych wulkanów, a raczej to co z niego pozostało.

Wracając do skutera….Wyobraź sobie brak sygnalizacji, brak jakichkolwiek znaków drogowych, brak ograniczeń (choć z drugiej strony przy tych milionach pojazdów na drodze, to nawet jakbyś chciał się rozpędzić to nie ma jak). A no i oczywiście nie ma potrzeby posiadania prawa jazdy, aby pełnić funkcję turystycznego kierowcy, takie dokumenty są po prostu przereklamowane! Ważne żebyś sięgał nogami do podłogi, wiek nie ma znaczenia. Czy wspominałam, że 20% pojazdów na ulicy jedzie pod prąd….a wiesz, po co jechać gdzieś na okrętkę, jak można bliżej uciąć pod prąd…

20160226_142653

Po 15 minutach, mojej bujnej wyobraźni jak to będę wyglądać, kiedy zostanę rozpłaszczoną żabą na tej drodze, jak mu się niechcący kierownica wymknie podczas tych szalonych slalomów…odkryłam migrenę..… Spaliny walące prosto w twoją twarz, dają ciekawe doświadczenie swędzącej skóry i przekonania, że na raka umrzesz zaraz bo właśnie te zanieczyszczenia mutują wszystkie twoje komórki…. W przerwach między moim wewnętrznymi monologami odnośnie powikłań zatrucia a wyobrażeń połamanych kości, miałam dużo czasu poprzyglądać się mijającym mnie ludziom i ich codzienności.

Jeden obrazek przykuł moją uwagę szczególnie, a był nim 3 latek pracujący przy wykończeniach nagrobków, gdzie tata wykuwał literki, a młody był odpowiedzialny za mycie. Przyszła refleksja, że nie mogę mierzyć ich życia swoją miarką, bo jest to zupełnie innych punt widzenia. Tak samo jak “dozwolona liczba osób na jednym skuterze”.. Liczba 5 osób – 2 rodziców i 3 pociechy, bez kasków nie była jakimś wielkich halo tutaj…Chyba powoli zaczynałam odnajdywać porządek w tym chaosie.

Marudzenie powróciło, więc i stop zostałam wyproszony, aby nabyć maskę, która choć trochę odizoluję moje drogi oddechowe od gazów spalinowych. Przysięgam moja twarz nabierała purpurowych kolorów. Postój miał miejsce przy prowizorycznym sklepiku, gdzie se przykucnęłam z lokalnymi i pozowałam im do zdjęć, bo jak się okazało Godzilla z Europy jest nie małą atrakcją.

20160226_090514

Kiedy wyrwaliśmy się z miejskich szponów, niesamowity krajobraz zaczął nam się ukazywać, uchylając rąbka magiczności plantacji herbat i geometryczności niekończących się pól ryżowych. Prawdziwa magia!

20160226_110651

20160226_111028

Pierwszy na ogień zwiedzania poszedł wulkan a raczej jezioro, które utworzyło się na powierzchni krateru – Kawah Putih. Ufff przepiękne, lazurowe, pod osłoną wiecznej mgły, majestatyczne a zarazem magiczne…I TAK ŚMIERDZĄCE, że ledwo można było wytrzymać! Tutaj noszenie masek było obowiązkowe, bo z taką ilością siary to nie ma co przeginać. Podobno jezioro utrzymuję tak wysoką temperaturę, że można jajka smażyć na kamieniach przy brzegu…Nie wiem, nie smażyłam, bo generalnie pomysł przetestowania tego w takim smrodzie wydawała się conajmniej mało seksi…

20160226_102928 20160226_103001 20160226_103715

Kolejna przygoda czekała na mnie przy gorących źródłach, powstałych na powierzchni lawy. I w tym miejscu biję się w pierś, że skłamałam o najgorszym smrodzie jakie doświadczyłam, gdy wspominałam Kawah Putih…W mordę jeża…tutaj to mi się cofały wszystkie obiady przed conajmniej 10 ostatnich dni! CO ZA SMRÓD!!! Te źródełka wyniosły smród na nowy poziom empiryczny! Porównać to mogę jedynie chyba do bycia zamkniętym w blaszanej budzie z 10kg zbuków w 50 stopniowym upale – ohydne! No nie mniej jednak, próby ograniczenia oddychania pomogły w wystarczającym stopniu, bo zachwyt nad widokami został niezagłuszony. Podróżowanie pod koniec pory deszczowej, może nie daje najpiękniejszej pogody, ale za to gwarantuję intymność zwiedzania. Byłam prawie sama, oprócz 3 lokalsów w tak pięknym miejscu!

20160226_113831

20160226_113958

20160226_114138

20160226_113658

Ostatni stop to…plantacja truskawek…?

Mój kierowca z dumą pokazał niewielkie pole truskawkowe, które przyciągały nie małą ilość turystów, zwłaszcza z Malezji. No cóż skąd biedak miał wiedzieć, że ja pochodzę z kraju truskawkami płynącego. Aby nie łamać mu serca, zostaliśmy przy polu i wciągnęliśmy razem lunch, od „osobowej restauracji” czyli człowieka z przenośnymi 2 wiaderkami, w których były warzywa i ryż. Przepyszne! Cena jednak mnie powaliła i poczułam się stosunkowo niekomfortowo, bo do zapłaty mi przyszło jakieś 1,4 zł za talerz pełen pyszności….

20160226_123612

20160226_123928

Z rozważań wieczornych, to muszę się przyznać że mam dwie konkluzję. Jedna to to, że kurtka mojego faceta, która została mi pożyczona jest zajebista! Sprawdza się i w ulewę, i w wiatr i na skuter.

A druga konkluzja to, powaga porzucenia strachu, aby móc chłonąć każdą daną mi minutę tej niesamowitej przygody! Strach przed czymś na co wpływu nie mam,  po prostu nie ma sensu!